czwartek, 29 sierpnia 2019

Z pola boja.

A kuku, to ja.
U mnie ok. Jak zawsze. Chaos zmieszany ze spokojem, cyrk na kółkach. Jak zwykle żyje w rozjazdach, nie licząc tych większych wyjść ze znajomymi czy rodziną oczywiści, bo nawet w domu ciągle jestem w drodze... (A co? A może mi powiesz że nigdzie nie jechałam? Do kuchni nie jechałam? Na podwórko nie jechałam? Do łazienki umyć ząbków nie pojechałam? Ha! Szach mat, Ty chodząca lambadziaro!) 

;) 

No dobra, a teraz poważniej.
Nawiązując do notki poprzedniej - walczę. Niby w założeniu na polu bitwy  sama, ale w krzakach co rusz czai się wsparcie.
Wsparcie rodziny i przyjaciele to coś co zawsze pomoże przegonić zło. 
Gdy milczę nie pytają, gdy mówię słuchają. Zawsze gotowi wysłuchać, powiedzieć kilka banalnych słów o sile bomby atomowej. Słów które momentalnie przeganiają chmury z mojej głowy. Jeszcze histerycznie boję się to napisać, ale, ok... strugnę bohatera: Jest lepiej. I byle tak dalej. Byle do przodu, oczywiście ;)
W ramach walki dużo czytam, mało myślę, a przynajmniej się staram. ;) Książkę ukazaną w poprzednim poście odłożyłam i skoczyłam do lekkich obyczajówek. Do tej powrócę, gdy będę mieć siłę przełknąć coś tak poważnego. Póki co wystarczy mi smutnych rzeczy które biją po oczach portali informacyjnych. 
I kartkuje. Ostatnio dużo. I nie myślałam, że aż tak mi tego brakowało... <3

Z innych wieści. Powiększyła nam się rodzina. Leo, pies chłopców to najbardziej krnąbrny i najsłodszy pies z jakim spotkałam się w życiu :D 
Z okazji pojawienia się Leo kot wpadł w permanentną nerwicę.  Gdy tylko futrzak pojawia się w zasięgu gotów do zabawy (Albo pożarcia? Nie odważyłam się sprawdzać...) Tajger w popłochu spierdasza przed siebie. Zapomina przy tym jak jeszcze chwilę wcześniej bohatersko próbował skoczyć na dach (sic!) na którym ćwierkały ptaszki, czy o dumie z jaką podrzucił mi do kuchni uduszoną lecz (Dzięki Ci Panie!) nie wypatroszoną mysię.

No a co jeszcze... wakacje. Wakacje się kończą. Każde z moich ukochanych siostrzeńców reaguje inaczej. 
Począwszy od Igoreckiego, który na myśl o szkole i nauce matmy wpada w stan euforii (Nie mógł za mnie tej matmy napisać? A ja go butlą karmiła!), kończąc na Oskarze, który stwierdził w imieniu swoim i siostry, że do przedszkola iść nie chce... ale pójdzie. 
Mamo Tajfunów, mam nadzieję że doceniasz gest i starania?! ;)

I tak sobie żyje, czas leci. Lato niby trwa, a liście z drzew zaczęły spadać... Czekam na jesień. Tę złotą oczywiście. :)
Buziaki i do następnego :*
(Czyli się postaram jeszcze w tym roku :P)


piątek, 9 sierpnia 2019

Idę na wojnę, zaraz wracam

Nie ma mnie bo walczę.Walczę z kryzysem.
Mam kryzys.  I raczej nikogo z moich czytelników już on nie dziwi :D
No ale mam. To mówię. Otwarcie.
Nie ma mydlenia oczek, o niewyspaniu, żeńskich hormonach, pełni księżyca i przesileniu jesiennym/zimowym/letnim/wiosennym/letnio-wiosennym itp. etc/
Mam kryzys, i to nie  taki co o nim śpiewa Mezo i Ewka J.
Taki Noelkowy. Bardzo brzydki i wkurzający.
Zamiast tracić na niego czas mogła bym na przykład chwytać kolejne chwile, poszerzać wiedzę i tworzyć. Ale mówię sobie wtedy, po co? Kogo to obchodzi? I tak się nie uda...
Mam kryzys. I ja wiem, że nikt mi nie może pomóc. To ja sama muszę mu się przeciwstawić. Dopóki nie wybaczę sobie pewnych rzeczy i nie polubię siebie nic nie będzie takie same. Jestem na froncie walki sama, bo tak postanowiłam. Ale zapas broni pokaźny. Książki, pasja, rodzina, przyjaciele.Wszystko jest!
Mam kryzys. On wraca co jakiś czas i wytacza kolejne wojny. A ja te wojny wygrywam. Teraz też mi się uda. Za każdym razem jestem silniejsza. W końcu tak mu przyfasolę, że odejdzie bezpowrotnie. Tak mi dopomóż Bóg!


A w ramach tej walki przygotowuje następny wpis, spełniam pewne marzenie, maluję, kartkuję, rozmawiam i prę do przodu. Nazwa bloga wciąż zobowiązuje!

Jeden ze sposobów walki ze złem to książki, dużo książków i jeszcze więcej książek. A wy? Czytacie? Jeśli tak, to się pochwalcie! Dołożę coś do rosnącej kolejki... <3

wtorek, 18 czerwca 2019

;)

Ja: Wypożyczyć ci książkę?
Igor: Noo
Ja: A jaką? Mikołajka?
Igor: Ale ja już wszystkie części czytałem!
Ja: a "Nieznane przygody Mikołajka" czytałeś?
Igor: Nie. Nie ma ich, bo są nieznane.

Logiczne dość ;)

środa, 29 maja 2019

"Szklana pogooooooodaaaa..."

No hej. Siema. Ale zarosło kurzem! Dawno mnie tu nie było. Wiedziałam, że jak tak zacznę płodzić notki jedna po drugiej, to potem coś mnie od bloga odpędzi. No. A poza tym... dawno nie lało. Nie? Już się wystraszyłam, że bajorek w ogródku mojej Mamusi uschnie. He He He. To nie jest zabawne, wiem...
Powody dla których postanowiłam się odezwać to m.in. tęsknota, oraz... okrągła, bo czterechsetna notka! Rozumicie? Popełniłam w życiu czterysta wpisów! Wzrusz.
A gdy mnie nie było to...